chcesz mnie poznać?
To ja :)
Ja i mój Książę Małżonek
Razem. Tak najlepiej:)
Kotka Szarlotka
Przyczajony Tygrys
Raz, dwa, trzy...
Psy. Wbrew pozorom trzy.
Malwisia i jej krowa.
Malwiś
Kocham go strrrrrasznie :)
Co chcesz o mnie wiedzieć - czy w ogóle chcesz?
Ja lubię znać osoby, których myśl czy praca stworzyły przedmioty wokół mnie. Wydaje mi sie, że szczególnie biżuteria- coś niezwykle osobistego, w czym wyraża się nasz nastrój, budzi pragnienie poznania twórcy. Sądzę też, że nie ma znaczenia ile uczelni skończyłam, ani jakie mam tytuły, lecz istototne jest to, co kryje sie w moim sercu- co mnie uskrzydla, a co sprawia, że znikam w szczelnej skorupie milczenia.
Te szczególne stany i emocje, znaczące wydarzenia, to co było moim udziałem i to, co współodczuwam, patrząc na innych, zamykam w słowach. Wiem, że nie każdy kocha poezję (Szymborska mówiła, że można ją lubić jak rosół z makaronem, lub kolor niebieski:), ale dla mnie stanowi ona ramy, które czytelnik wypełnia swoimi emocjami, nadziejami, pragnieniami. Tworzymy ją razem- ja, która piszę, i ty która/który czytasz.
Nagrody, które dostałam za wiersze, to jedne z najważniejszych dla mnie dokonań- dużo wyżej cenię je niż dyplomy uczelniane czy awanse zawodowe. Jednak za każdym razem, za każdym nowym lirykiem, idzie obawa, że ktoś może powiedzieć, że to banał, że puste, że nie warte uwagi. To taki rodzaj tremy- jak przed wejściem na scenę- tyle, że dla mnie osobną widownią jest każdy czytelnik. Jeśli i Ty chcesz spojrzeć w głąb mnie- zapraszam...choć nie bez wahania...do czytania: www.bialykot.pl . Znajdziesz tam wszystko, co kocham. A jest tego niemało :)
Kocham życie. To najważniejsze. Wszyskie jego przejawy i formy. Ja i moja rodzina jesteśmy wegetarianami:) i staramy się - w miarę możliwości - żyć nieszkodliwie dla środowiska.
Mieszkamy z dwoma psami i trzema kotami. Jeden z nich to właśnie...Biały Kot :) o imieniu Charlotte. To księżniczka- w każdym pełnym wdzięku ruchu, w każdym spojżeniu- gdyby była kobietą, jestem pewna, że kochałaby biżuterię.
Jest jeszcze Rudy Kot oraz Gruby Kot. Ten pierwszy nie bardzo pamięta, że jest kotem- na dzwonek biegnie do drzwi i jestem pewna, że wkrótce zacznie obszczekiwać gości. Ten drugi- kwintesencja kociości- idzie szlachetną drogą zwiększania powierzchni do głaskania metodą przyjmowania większej ilości pożywienia. Dla ścisłości: BARDZO DUżEJ ILOśCI POżYWIENIA:). I też biegnie pierwszy do drzwi- tyle, że są to drzwi lodówki.
Menedżerem działu kociego jestem ja.
Psami zawiaduje nasza córka, Malwina- przyszła liderka ruchów femistycznych lub aktywna działaczka na rzecz. Na rzecz dowolnej rzeczy. To nie zostało jeszce sprecyzowane. Malwina odziedziczyła po mnie zbyt wiele, żeby być dziewczęciem łatwym w obsłudze. Jest to wada i zaleta jednocześnia- wszystko zależy od punktu obserwacji. Nam (znaczy rodzicom) trafiło się miejsce nawet nie w loży, raczej na jaskółce....więc nieszczególnie komfortowe. Kiepsko widać, ale za to jak słychać oklaski :)
Psy są rasy czarno-białej. Oba, z czego jeden jest bardziej niskopienny. Maks- zdeklarowany pacyfista, jest gotów ugryźć nawet rękę, która go karmi, jeśli ta ręka dopuszcza się czynów gwałtownych wobec innej istoty (na przykład kota bezceremonialnie łażącego po stole...). Historia Maksa jest następująca- przyszedł i został. Bez zbędnych pytań. Po prostu wybrał nasze drzwi, jako te, w które wlezie, gdy tylko się otworzą. Zaletą posiadania Maksa jest niewątpliwie poczucie bezpieczeństwa w obliczu najazdu przyjaciół, którzy przy każdej wizycie rzucają sie na ciebie z łapami, w celu wyściskania. Nie lękaj się - Maks do tego nie dopuści.
Bonita- zwana pieszczotliwie Bambuchą- początkowo mieściła się idealnie pod brzuchem Maksa. Obecnie, po rocznym okresie eksploatacji, Maks idealnie mieści sie pod brzuchem Bonity. Bonita wykazuje się niezwykła wytrwałością w dążeniu do celu. Pod warunkiem, że celem jest cokolwiek do jedzenia. Jest przy tym wyjątkowo pomysłowa. Dużo bardziej niż my.
Bonita została przyniesiona przez nasze dziecko ze stadniny w ramach niespodzianki. Rzeczywiście nie spodziewaliśmy się kolejnego psa...
Okresowo przebywają u nas różne zwierzęta na prawach tymczasowych rezydentów- jeże, kawki, sroki, zgarnięte z ulicy psy i koty. Staramy się, żeby trafiły w tak zwane dobre ręce. Głównymi dostawcami kolejnych rezydentów jesteśmy ja i Malwina. Głównymi dystrybutorami również. Znajomi, z zupełnie niezrozumiałych dla nas powodów, odbierając telefon, najpierw informują nas, że psa i kota to już od nas dostali, a teraz to możemy zacząć rozmawiać...no to w jakiej sprawie dzwonimy ...?
Andrzej- nasz samiec alfa, nie bierze udziału w tych aktywnościach. On programowo nienawidzi psów i kotów. Czasem to nawet potrafi ich do tego stopnia nienawidzieć, że nie pozwala spać im nigdzie. Poza własnymi kolanami. Zazwyczaj nienawidzi ich od wejścia w próg. Potem przez resztę wieczoru nienawidzi ich strasznie, z tendencja wzrostową i przemieszczeniem z kolan (w czasie siedzenia na fotelu) na klatkę piersiową (podczas rodzinnego zalegania na łózku). Andrzej na codzień jest Senior Art Directorem w agencji reklamowej. Prowadzi też - razem ze mną- warsztaty kreatywności- one właśnie stały się źródłem decyzji o założeniu sklepu :) - oraz inne tam takie, czyli w ogólności jesteśmy trenerami.
Poza biżuterią na codzień zajmuję się inną twórczością- wymyślam, jak zachęcić dzieci do nauki. Szczególnie do nauki angielskiego (można znależć warsztaty dla rodziców, którzy chcą pomóc swoim pociechom na stronie www.szkolarodzicow.pl - serdecznie zapraszam:).
Mam nadzieję, że wśród tworzonej przeze mnie biżuterii znajdziecie coś, co Was zachwyci. Szukając inspiracji, projektując i pracując nad każdym detalem, zostawiam w każdym drobiazgu część siebie- swojej osobowości, pasji, emocji. Wiem, że gusta są niezwykle zróżnicowane i dlatego staram się używać wielu materiałów i zestawień barwnych.
Jeśli macie jakieś szczególne życzenia, dołożę wszelkich starań, by je spełnić. Proszę, napiszcie do mnie - napewno starczy nam wspólnie inwencji, by stworzyć coś, co pasuje do Was idealnie.
Kasia Krupska




